Prentki Blog Motoryzacyjny - Najwyraźniej to kwestia wiary... - Prentki Blog Motoryzacyjny
737
post-template-default,single,single-post,postid-737,single-format-standard,no_animation

Najwyraźniej to kwestia wiary…

Zawsze zastanawiało mnie po jaką cholerę w ogłoszeniach dotyczących sprzedaży samochodu ludzie używają sformułowania „od starszej osoby”. To przecież nic innego jakby napisać, że w całym mieście nie ma ani jednego słupka i dziury, w które ten Opel by kiedyś nie przypierdolił albo nie wpadł. Jeśli samochodem jeździł jakiś emeryt to można być pewnym, że tarcza sprzęgłowa już dawno ulotniła się do atmosfery w oparach gryzącego dymu, a coś co znajduje się w zbiorniczku na płyn chłodniczy prawdopodobnie w czasie wojny służyło do konserwacji bombowców i znalazło się w chłodnicy tylko dlatego, że właściciel jest z natury oszczędny i jakimś dziwnym trafem miał to akurat w piwnicy.

To samo tyczy się często pojawiającego się w ogłoszeniach sformułowania „samochód używany przez kobietę”.

Przepraszam bardzo ale, że co?

Że niby my mężczyźni jakoś gorzej dbamy o samochody niż kobiety? Wybaczcie, ale to jawna dyskryminacja. Coś Wam powiem – wiele, naprawdę wiele razy wybierałem się do marketu i jak typowy fan bonów świątecznych łaziłem między półkami żeby znaleźć odpowiedni do mojego samochodu olej. Łaziłem, patrzyłem, liczyłem (to ostatnie zajmowało mi z reguły najwięcej czasu) po czym brałem baniak do ręki, a potem zatrzymywałem się jeszcze przy końcu półki, żeby kupić sobie jakiś spray do opon (mogę nie mieć w domu papieru toaletowego, ale czernidła do opon – nie).

Podczas tych zakupów w alejce z żarówkami H1 i płynami do spryskiwaczy spotykałem naprawdę wiele osób. Ludzi w różnym wieku, różnej postury, jednych z wąsami innych bez… Istny koszmar dla TNS OBOP.

Ale żadna z tych osób, zapewniam Was – z pewnością nie była kobietą.

Jeśli kiedyś spotkacie kobietę w dziale motoryzacyjnym to możecie być pewni, że albo wlazła tam przez pomyłkę rozglądając się za doniczkami, albo też szuka właśnie swojego męża, który zaginął w tym rejonie jakieś dwie godziny temu zostawiając swoje głodne dzieci przy lodówce z paluszkami rybnymi i tofu.

A teraz wciąż stoi przed półką z zawieszkami zapachowymi i nie może zdecydować się czy powinien wybrać waniliowy czy „new car”.

O, albo to – czy podczas sobotniego spaceru udało się Wam kiedyś zauważyć jakąś kobietę myjącą na podjeździe swoje Renault Clio w obcisłej bluzce przemoczonej od zbyt dużej ilości piany? Pewnie, że nie. A wiecie dlaczego? Powiem Wam dlaczego. Dlatego, że takie rzeczy zdarzają się tylko w teledyskach na MTV gdzie jakiś wychudzony murzyn z łańcuchem na szyi tańczy obok Cadillaca wypożyczonego z komisu na rogu. W normalnym świecie kobieta myjąca samochód jest zjawiskiem równie egzotycznym co tanie BMW M3 nieśmierdzące trupem.

Jedyne na co możecie liczyć w normalnym życiu to łysiejący gość z brudną gąbką i tyłkiem pragnącym za wszelką cenę wydostać się z zdecydowanie przyciasnych i niemodnych od piętnastu lat spodni.

Kolejny przykład – Czy kiedyś zdarzyło się Wam, że po przyjechaniu do serwisu na wymianę zawieszenia Waszym samochodem zajęła się piękna, uśmiechnięta blondynka, a nie gość o aparycji buldoga śmierdzący tanimi fajkami, któremu z kombinezonu wylewa się brzuch? Jeśli tak to podajcie adres tego warsztatu – jestem pewien, że sporo osób nagle odkryłoby w sobie motywację, żeby w końcu zrobić coś z tymi piszczącymi hamulcami i cieknącą pompą wody.

Kobiet nie interesują takie sprawy.
Od tego mają facetów.
Od tego i od wbijania gwoździ.

A zatem dlaczego część społeczeństwa uważa, że samochód użytkowany przez kobietę jest lepszy od tego użytkowanego przez faceta? Podejrzewam, że problem leży właśnie we wspomnianym zamiłowaniu do wbijania gwoździ. Wiele osób uważa, że to właśnie mężczyźni – pozbawieni w większości przypadków genu wyświetlającemu w głowie „lepiej zostawię to fachowcowi” są odpowiedzialni za nieprofesjonalnie przerobione elementy, łyse opony i wydech przywiązany na drucie. Kobiety tymczasem mają na swoim koncie co najwyżej żółty kolor lakieru.

I rysy od paznokci w okolicy zamka drzwi.

Mimo to osobiście uważam, że to, iż samochodem jeździ wyłącznie kobieta i tak oznacza, że zajmuje się nim mężczyzna. Kobieta po prostu nim jeździ. A zatem, jeśli wykluczymy stereotypowe przekonanie, że mężczyźni jeżdżą mniej odpowiedzialnie i palą gumę na każdych światłach to sytuacja jest z pozoru identyczna jak gdyby owym samochodem jeździł wyłącznie mężczyzna, prawda?

Właśnie nie do końca.

Bo żeby mężczyzna zajął się tym wybitym amortyzatorem, albo małą ilością oleju w silniku musi zaistnieć pewne niezwykle rzadkie zjawisko:

Kobieta musi mu o tym powiedzieć.

A jak powszechnie wiadomo kobiety lubią mówić facetom o usterkach w samochodzie tak bardzo jak faceci mówią o tym, że dziecko zjadło dzisiaj kostkę toaletową albo do drugiej w nocy oglądało z nimi galę UFC.

Kobiety mają uszy dostrojone do częstotliwości płaczu dziecka i słowa „wyprzedaż”. Mężczyźni – dźwięku luzu zaworowego oraz sformułowania „ja stawiam”. Oznacza to, że odsetek kobiet potrafiących w ogóle zorientować się, że koło zaraz odpadnie albo, że wspomniane zawory pracują zdecydowanie zbyt głośno jest tak niewielki jak odsetek mężczyzn potrafiących poprawnie zidentyfikować przynajmniej połowę przyrządów znajdujących się w przyborniku do pielęgnacji paznokci.

Wybaczcie – ja wiem jedynie do czego służą obcinaczki.

Każde inne narzędzie służy mi wyłącznie do wydobywania spod paznokci resztek smaru i kleju do gwintów i szczerze mówiąc nie mam choćby śladowego pojęcia w jakim celu zostały tak naprawdę stworzone.

Ale wracając do tematu – w skrócie chodzi o to, że najczęściej facet dowiaduje się o usterkach w samochodzie swojej kobiety w chwili kiedy wkurwiony musi wyskoczyć w kapciach na dwór, żeby go przeparkować gdyż „nie miałam jak wjechać jak na całym placu te swoje narzędzia porozrzucałeś”.

Dwie pary kombinerek i klucz do kół…

Dlatego kiedy jakiś znajomy pokazuje mi z zachwytem jakieś ogłoszenie, w którym ktoś napisał, że samochodem jeździła kobieta albo emeryt zaczynam rozumieć jak działa mechanizm sprzedaży magnetycznych materacy z leczniczej elastycznej pianki.

Ludzie po prostu pragną wierzyć w cuda.
W cuda i okazje…


5 Komentarze
  • Jawsim - Listopad 10, 2014

    No kurde! Musimy się napić. Wódki. Masz tak czasem,że tak bardzo się z kimś w czymś zgadzasz, że masz wrażenie,że sam mu to wszystko przed chwilą opowiedziałeś??

    Mogę się trochę wyprodukować? Mogę?

    Kwestia dziadków… no więc mam w swoim posiadaniu stadko fordów z czasów przedOBD. Co uważam o pojeździe kupionym od dziadka? Bardzo często reprezentuje on:

    -słaby stan dynamiczny- czyli stan,który objawia się po przekroczeniu 80km/h lub połowy skali obrotomierza. Sprzęgło to raz,ale często starsi ludzie nie słyszą szumu łożysk lub nie wiedzą o słabych heblach lub telepiących tarczach.

    -wszechobecne druciarstwo.

    Wyjątek poniekąd stanowi ostatnio nabyty escort mk lV. Poza drobiazgami w zawieszeniu i…zajechanym sprzęgle- wyazuje on wręcz wzorową dynamikę i nieskazitelne wnętrze. Zabezpieczenie antykorozyjne na bardzo dobrym poziomie.

    Ale mam też fiestę MK ll . Tam było gorzej…. Ale wnętrze równie zadbane poza tylną półką obwieszoną …głośnikami i masie nadszarpującej DMC. Wzmocniona stalowymi prętami o przekroju prostokątnym. Generalnie "ciężki temat"

    Kobiety. No fajne są. Lubię kobiety. Zwłaszcza swoją. Wyczuliłem ją swym tyraństwem i melduje mi o każdej drobnej nieprawidłowości w zachowaniach jej sierry, ale często myliła priorytety. Zaczyna sprawdzać olej bez mojego upominania. Wymienia wahacze, ostatnio robiła głowicę w 1.1 ohv. Docieranie zaworów, takie tam. Potrafi ustawiać i używać klucz dynamometryczny. Wymieniła mi sama klocki w XR3i . Jest nadzieja ;)

    Przez kilkanaście lat w "branży" warsztatowej dowiedziałem się,że najlepszym potencjalnym sprzedającym nam auto jest facet między 30 a 50 rokiem życia. Taki co pracuje i ma pieniądze- nie sra nimi,ale je ma.

      Gówniarze kupują używane klocki hamulcowe. Emeryci nabijają okładziny albo nie hamują wcale ( trzeba wszak pamiętać,że w polmozbycie może nowych nie być ). Kobiety drą je aż do blachy bo przecież jeszcze rok temu hamowały.

    Silnik

    Emeryt nie używa górnych zaresów obrotów- chyba,że przy ruszaniu- półsprzęgło i piłowanie- jak już jedzie to aby się tylko powyżej 2500 nie wkręcić. Sprawdza olej na bieżąco. Uzupełnia.

    Gówniarz pałuje ile wlezie- często na zimnym trzeba daać do odcinki- coby chłopaki z klasy wiedzieli,że silnik ma jebnięcie. No a poza tym jak najszybciej ma się przełączyć na LPG.

    Kobieta- włącza silnik, jedzie, wyłącza. Przestoi pod markietem godzinę gadając z koleżanką a nie podniesie maski by zerknąć,czy jest oliwa. Ale styl jazdy kobiet nie ma aż zgubnego stanu na silnik tak jak w/w.

    Nadwozie- po co sobie psuć wieczór.

    Młodzi naprawę lakieru ograniczają do stickerbomb-ów :P

    Wnętrze- tu przewaga emerytów. Najczęściej jest czysto.

    Młodzi- najczęściej się aż klei od plack'a . Diody i głośniki.

    Kobiety. Syfiary. Ha! Poważnie. Na 10 aut użytowanych przez płeć piękną 8 przedstawiało taki obrazek- pełno pierdół. Pełno! No wszystko- długopisy,kartki, pudełka, błyskotki, chusteczki, duperele- jeśli pani ma dzieci to dodatkowo- żarcie- plamy, zabawki, buciki, piach. Obrzydliwie ujebane szyby boczne tylne od wewnątrz. Wnętrze zniszczone biżuterią i pazurami.

    Za to pozostałe 2 z 10 totalne przeciwieństwo. Czysto, pachnie, ciekawa nuta w radio. Żadnych bzdetów, gąbka z irchy, skrobaczka. Jeden piszący długopis wetknięty w przeznaczony do tego celu uchwyt.

    Czasami lepiej gdy kobita świadoma swojej niewiedzy odda auto do naprawy fachowcowi. Tu jednak zaczynają się schody. Fachowiec $wiadom jest jej niewiedzy. $kasuję ją odpowiednio często za wyimaginowane czynności.

    Emeryt często sam uzbrojony w buteleczkę hermeticu i pakuły "reperuje" wóz.

    Gówniarz nie, bo przechlał ostatnie 20 a musi jeszcze kupić fajki.

     

    Jest to wypowiedź bardzo subiektywna. Coś na zasadzie- widziałem kilka różowych słoni- żaden z nich nie był ateistą. Może i są różowe słonie będące ateistami- ale ja takich nie widziałem, nie znam więc uważam,że różowe słonie nie bywają ateistami.

    Pozdro.

     

     

  • daciarz - Grudzień 15, 2014

    Czytając w ogłoszeniu „Samochodem jeździła kobieta” – wyobrażam sobie po prostu mnóstwo otarć parkingowych, sprzęgło w stanie agonalnym, olej niewymieniany od lat, syf w bagażniku.

  • Mirek - Kwiecień 3, 2015

    A ja swoje pierwsze auto kupilem od człowieka który skończył 70 lat i stwierdził że boi sie już i nie będzie jeżdził. Była to Astra HB. Super auto, tak zadbane że aż mi głupio było się targować i zapłaciłem trochę powyżej ceny rynkowej wówczas. Do tego dostałem wszystkie możliwe rachunki na naprawy i zapewnienie dziadka że przebieg jest autentyk, a miał go 17 lat i 114000 przebiegu, kupił go w salonie w polsce i dbał jak tylko potrafił. Długo się nim cieszyłem, serio. Byłem tak cholernie zadowolony, że gdy przyszedł czas na zmiane szukałem auta od dziadka i TOŻ TO SZOK, CO ONI ROBIĄ Z TYMI AUTAMI TO W GŁOWIE SIĘ NIE MIEŚCI!!!

    • Tommy - Kwiecień 3, 2015

      Zdaje się, że wyjątek potwierdza zatem regułę :)

Dodaj komentarz:

Chrupki sponsoruje:

Prentki na instagramie:

Archiwum wpisów

#postępyRobię bezpieczeństwo blog bmw cabrio czas wolny e36 escort facet felgi felieton fotorelacja garaż hobby jazda kobieta konkurs lakierowanie maluch marzenia motoryzacja mężczyzna naprawa odbudowa pasja poradnik prentki przepisy radość remont samochody samochód silnik test trening tuning wybór zabawa zdjęcia życie