Prentki Blog Motoryzacyjny - Matko Boska Wolnossąca – chyba wróciłem!
9099
post-template-default,single,single-post,postid-9099,single-format-standard,no_animation

Matko Boska Wolnossąca – chyba wróciłem!

Chyba nie muszę przekonywać nikogo z Was co do tego, że jestem idiotą. Wydaje mi się, że znacie mnie już na tyle dobrze by wiedzieć, że w żadnym wypadku nie należy zostawiać mi pod opieką jakichkolwiek dzieci.

Ani psa.

Ani nawet lodówki.

W sumie jak się nad tym zastanowić to w szczególności lodówki.

Widzicie, po pierwsze jestem wybitnie niezorganizowany. Jeśli każecie mi zrobić coś w określonym terminie to możecie być pewni, że do ostatniego dnia nawet nie będę próbował w ogóle się za to zabierać. Przede wszystkim dlatego, bo będę w tym czasie zajęty robieniem rzeczy, które obiecałem zrobić dwa miesiące temu.

Poza tym rzadko kiedy słucham opinii innych ludzi – nawet tych znacznie mądrzejszych ode mnie (o to akurat nietrudno ale zawsze).

Być może wydaje się Wam, że kiedy pytam Was o coś na prentkim fejsbuku liczę na to, że nakierujecie mnie na właściwe tory ale tak naprawdę w praktycznie każdym możliwym wypadku i tak ostatecznie zrobię po swojemu. Jak bardzo idiotyczne to „po mojemu” by nie było.

Bo ja mam plan.

Wizję w rodzaju tych, które mogą nawiedzić Was po zjedzeniu zupy grzybowej, która jak się okazuje nie była zrobiona wyłącznie z prawdziwków. Mam po prostu jakieś takie wewnętrzne przeświadczenie, że coś będzie fajne i już. I nawet jeśli wszyscy wokół z całych sił przekonują mnie, że wcale takie nie będzie to i tak nie są w stanie wpłynąć na moje postanowienia.

Bo plan.

I wizja.

Do czego jednak zmierzam – wszystko wskazuje na to, że już nie bordowa wróci do mnie jeszcze w tym tygodniu. Co prawda będzie jeszcze w proszku ale nie zmienia to faktu, że już teraz jestem podekscytowany jak stary labrador, który ewidentnie usłyszał słowo „spacer” i teraz próbuje wydostać się z domu razem z drzwiami wejściowymi, smyczą i potężną dawką entuzjazmu.

Spacer, spacer, spacer, spacer!

Wyobrażacie to sobie? Po kilku miesiącach wożenia się astmatycznym, gaźnikowym e30 z zawieszeniem zaadoptowanym bezpośrednio z babcinej wersalki w końcu będę mógł wcisnąć się w skórzane sportsitze, zapiąć szelki i katapultować się do setki w czasie, który za sprawą wąskiej nauczyłem się wyznaczać w jednostkach charakterystycznych raczej dla procesów geologicznych niż samochodów.

Gwintowane zawieszenie! Szerokie opony! Hamulce, które hamują!

Matko Boska Wolnossąca – prentki wrócił!

Od dwóch dni wieczorami porządkuję wszystkie graty, które będę musiał ponownie zamontować i choć może to wydawać się Wam głupie, cieszę się przy tym jakbym znów najadł się grzybowej. Wczoraj dla przykładu odświeżałem przednie lampy i korzystając z tej nieustającej fali endorfin i innych związków halucynogennych od razu przerobiłem je na coś pokroju „Half Black Hella”:

black-hella-e36-bmw

Bo plan.

Wizja!

Dziś zajmuję się rozpórką, ramionami wycieraczek i paroma innymi elementami, które wymagają świeżego lakieru. I pomimo, że zdecydowanie nie jest to najbardziej ambitne zajęcie z jakim miałem ostatnimi czasy do czynienia to czuję się tak, jakbym właśnie narodził się na nowo. Po prostu nareszcie znów robię coś co sprawia mi masę radości.

Znów coś tworzę, a nie tylko wykonuję jakieś pozbawione ambicji naprawy.

Realizuję pomysły i marzenia, które lada dzień nabiorą realnych kształtów – i mówcie co chcecie ale właśnie to jest moim zdaniem kwintesencją całej tej szeroko rozumianej radości z życia. Możliwość tworzenia. Kreowanie czegoś wedle zasad i pomysłów, które zrodziły się w Waszej głowie.

Kawałek Waszej osobowości, stylu bycia i charyzmy przeniesiony za sprawą ciężkiej pracy do realnego świata.

Czas i trud przekuty na niskie zawieszenia, lakierowane pokrywy zaworów czy dopasowane z trudem dokładki. Albo po prostu na pięknie utrzymany lakier i fabryczne alufelgi. To jest właśnie to za co kocham samochody – cała ta pasja i niedoskonały często charakter zamknięte w czterech kółkach.

Czterech kółkach, które sprawiają nam wszystkim w cholerę radości…


15 Komentarze
  • Michal - Czerwiec 15, 2016

    Prawdopodobnie nie wiesz że jesteś też reklamą turystyczną. Tyle razy reklamowałeś przełęcz Przegibek że postanowiłem ja odwiedzić. Jechało się nieźle (aż dogoniłem astmatycznego vw i się skończyło) i widoki są ładne. Ale ciekawie robi się kilka kilometrów dalej nad jeziorem… tam jest cudownie!! Widoki lepsze niż na włoskich pocztówkach!
    Ciebie nigdzie nie zauważyłem ale chyba Tadeusz w jednym miejscu wychylał się z za drzewa.

    • Tommy - Czerwiec 15, 2016

      Polecam jeszcze zlokalizowaną tuż obok trasę wzdłuż jeziora (kierunek na zarzecze), górę Żar i przelot spod Żaru do zapory w Tresnej lewą stroną jezior.No i klasycznie drogę na Kocierz ;)

  • Norbert - Czerwiec 15, 2016

    Tylko żebyś po doświadczeniach z wonską nie zaliczył pierwszego rowu w 328 :v

    • Tommy - Czerwiec 16, 2016

      Dopuszczam taką ewentualność dlatego daję sobie dwa tygodnie okresu przejściowego bez łutututu ;)

  • Rafał - Czerwiec 15, 2016

    Może napiszesz jakiś poradnik, jak przerobić te lampy ?
    Może pokombinuję coś takiego w e30.

    • Rafał - Czerwiec 15, 2016

      Bo do końca nie wiem na czym to polega… W długie wrzuca się krzyż, a mijania ? Odbłyśnik po prostu maluje na czarno czy jak ?

      • Tommy - Czerwiec 16, 2016

        W długie krzyże, mijania na czarno malujesz obudowę soczewki (ten stelaż, który ją trzyma). Można też iść dalej i do soczewki zamontować przesłonę (są dostępne na alegro) ale to już jakoś do mnie nie przemawiało ;)

  • Anonim - Czerwiec 15, 2016

  • Dapo - Czerwiec 15, 2016

    A ja dziś złapałem kilka kolejnych, dość konkretnych rys na zderzaku.

    • Tommy - Czerwiec 16, 2016

      To nie rysy – to rany wojenne :v

      • dapo - Czerwiec 16, 2016

        Zgadza się, to musiala być rana , bo jak ją zobaczyłem to zabolało.

        • Tommy - Czerwiec 16, 2016

          Najbardziej bolą te pierwsze ;)

    • nomolk - Czerwiec 22, 2016

      rany i blizny oznaką mężczyzny! a w szczególności jego samochodu :v

      • Mieszko - Lipiec 24, 2016

        Ja się w sumie cieszę, że moje Volvo wygląda jak koszmar detailera, ma rysy na każdym panelu, uszkodzony przedni zderzak (zderzenie z Hyundaiem Getzem, Getz poległ)… to wszystko dodaje mu charyzmy. Dorzuciłem podwójny wydech, obniże go, dodam trochę czarnej okleiny w konkretnych miejscach i będzie klasyczny zmęćzony życiem racecar B-)

  • Andreoz - Czerwiec 21, 2016

    Baw sie dobrze doskonale Cie rozumię….:)

Dodaj komentarz:

Chrupki sponsoruje:

Prentki na instagramie:

Archiwum wpisów

#postępyRobię bezpieczeństwo blog bmw cabrio czas wolny e36 escort facet felgi felieton fotorelacja garaż hobby jazda kobieta konkurs lakierowanie maluch marzenia motoryzacja mężczyzna naprawa odbudowa pasja poradnik prentki przepisy radość remont samochody samochód silnik test trening tuning wybór zabawa zdjęcia życie