Co tak naprawdę decyduje o tym, czy dany samochód jest ładny czy nie? Najprostszą odpowiedzią jest po prostu producent i projektanci. Ale czy aby na pewno? Oglądając niskobudżetowe programy typu „Od schabowego do Paris Hilton” można nabrać przekonania, że każda kobieta może wyglądać atrakcyjnie, o ile tylko znajdzie się ktoś (z reguły jakiś Pepe w spodniach w paski), kto będzie potrafił wyciągnąć na światło dzienne jej mocne strony i ukryć słynne „małe co nieco”.

I jeśli bliżej przyjrzeć się temu niecnemu procederowi mającemu wprowadzać w błąd tych mniej podejrzliwych przedstawicieli pijącej piwo płci, to da się zauważyć, że o sile efektu w większości decydują drobne detale. Kolory, wzory, jakieś gustowne kolczyki i broszka wpleciona we włosy…

I z samochodem jest podobnie.

Jest pewna grupa osób, która uznaje, że każdy strucel może wyglądać pięknie i rasowo jeśli tylko coś w nim wymienimy – i żeby nie było – olej i rozpadające się klocki hamulcowe znajdują się na ostatnich pozycjach tej listy.

W końcu rasowy tuner nie ma czasu na takie pierdoły, prawda?

I nie przejmując się tym, że eleganckie chromowane osłony lusterek nie pasują do naklejki ze smokiem i pachnących tanim plastikiem lamp a’la gej look prowadzą prace równie innowacyjne co program NASA na rok 2030. Co więcej – po jakimś czasie pojawia się u nich przekonanie, że im więcej tym lepiej (filozofia made in china) i liczba zmodyfikowanych detali staje się wyznacznikiem jakości wykonanych modyfikacji.

Na szczęście są i osoby, które nad ilość przekładają jakość i co ważniejsze – pomysłowość. I pomysłowość ta nie przejawia się w kwestiach pt. „jak zamontować zderzak z vectry do kadetta”. Każdy detal, który w jakiś sposób może wpłynąć na zmianę stylingu musi być przemyślany równie dobrze co przyszłoroczny budżet i pasować do całokształtu, który już owy młodzieniec nakreślił w swojej krótko ostrzyżonej główce.

Dobra felga może wpłynąć na wygląd samochodu równie mocno, co koncern BP na wygląd zatoki meksykańskiej. I owy felunek wcale nie musi być mega drogi. Nawet stare i na pierwszy rzut oka paskudne jak zagorzałe feministki felgi mogą rewelacyjnie podkreślić oryginalny styl samochodu.

Przykład? Stare alufelgi sygnowane przez Porsche, które odrestaurował mój przyjaciel Adamus Co więcej – popełnił on zbrodnię podobną do wynalezienia piwa bezalkoholowego i zamiast w klasyczny grafit polakierował je w rażącą jak tępota poskich celebrytek pomarańcz.

Efekt?
Zajebisty.


Styling można modyfikować „z grubej rury”, ale to właśnie detale stanowią o całości efektu. Idący na skróty polski młody gniewny w swojej osiemnastoletniej astrze pomaluje chlorokauczukiem zaciski hamulcowe w krwistą czerwień nawet ich nie demontując. Paru jego kolegów pewnie opuści szczęki w wyrazie zachwytu nad kozacką modyfikacją.

Wyobraźmy sobie jednak jak owe hamulce wyglądały by, gdyby je rozebrać, należycie oczyścić i polakierować w zawsze modną czerń, a do tego wszelkie elementy takie jak blaszki zabezpieczające lub klocki wyczyścić do fabrycznego stanu.

Z resztą owe zaciski wcale nie muszą być czarne! Jeśli ktoś ma fajny pomysł to i różowe mogą wyglądać rewelacyjnie. Jedynym ograniczeniem jest tutaj fantazja właściciela i jego poczucie gustu.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *