Prentki Blog Motoryzacyjny - Jego jedyny słoneczny dzień... - Prentki Blog Motoryzacyjny
553
post-template-default,single,single-post,postid-553,single-format-standard,no_animation

Jego jedyny słoneczny dzień…

Kim jesteś? – zapytał przypadkowy przechodzeń.

To z pozoru proste pytanie zupełnie zbiło go z tropu.
Nie pamiętał już kiedy ostatnio ktoś odezwał się do niego w tak beztroski i bezinteresowny z pozoru sposób. Nie wiedział z resztą co też ma odpowiedzieć… No bo kimże miał być – człowiekiem? mężczyzną? życiowym przegranym? A może zwyczajnym bezdomnym, który dzień w dzień pokonywał pieszo całe miasto tylko po to aby nie osiąść w jednym miejscu i cieszyć się namiastką dalekich podróży?

Czy też może zagubionym dużym, małym chłopcem, który w pamięci wciąż miał pachnące cudownie ciasto z rabarbarem z babcinego pieca… Zamyślił się i spuścił głowę nie mogąc rozprawić się ze swą rozterką. Już ledwo pamiętał jak się właściwie nazywa…

Nie martw się – dotarł do niego spokojny głos przechodnia – w końcu się odnajdziesz.

Tego dnia przeszedł jeszcze kilka kilometrów zanim znalazł schronienie pod starą wiatą za jedną z podmiejskich restauracji. Było ciepło, więc spokojnie mógł przenocować w pobliskim parku, jednak kawałek dachu nad głową zawsze wewnętrznie go uspokajał. Stanowił namiastkę domu, który niegdyś utracił i dawał mu znikome poczucie bezpieczeństwa.

Bezpieczeństwa, którego żyjąc na ulicy bardzo potrzebował… A tej nocy spał wyjątkowo spokojnie, gdy gwiazdy na bezchmurnym niebie czuwały nad nim.

Zasnął beztrosko – tak jak wiele, wiele lat temu…

Ej, śmierdzielu! Wypierdalaj stąd – ale to już! Obudził go gardłowy głos ogromnego gościa w białym fartuchu. Z trudem otworzył zaropiałe oczy i podniósł się niemrawo z kawałka tektury stanowiącego tej nocy jego łoże z baldachimem.

Spokojnie, już mnie tu nie ma… – wymamrotał jeszcze na wpół przytomny i podniósł się wpatrując się w brudną, betonową posadzkę.

Wiele razy już nocował w tego typu miejscach. Szopach, opuszczonych garażach… Pod wiatami, w śmierdzących odpadkami uliczkach na tyłach podmiejskich lokali. Wiedział, że najlepiej nie spoglądać nikomu w oczy i pokornie odejść najszybciej jak to możliwe. Ten duży typ wyglądał na kucharza z owej restauracji i szczerze mówiąc nie sprawiał wrażenia uosobienia dobroci.

A on wciąż jeszcze czuł obolałe żebra po ostatnim podobnym spotkaniu na tyłach jakiegoś sklepu…

Podniósł starą, czarną torbę stanowiącą cały jego dobytek i ruszył powoli przed siebie jak najszerzej omijając dużego gościa o niezbyt przyjemnej aparycji. Oddalił się już na kilka metrów, kiedy z tyłu znów dobiegł go nieprzyjemny, gardłowy głos.

Hej! Smrodzie!

Przełknął nerwowo ślinę i zatrzymał się. Odwrócił powoli głowę obawiając się jakiejś zaczepki.

Trzymaj! – krzyknął duży gość, po czym rzucił w jego kierunku jakieś zawiniątko.

Upuścił trzymaną w dłoni torbę i obiema rękami chwycił rzucony w jego stronę pakunek. Spojrzał nieco zdziwiony na białego wielkoluda, jednak ten zniknął już za metalowymi, starymi drzwiami.

Opuścił wzrok i zerknął na zawiniątko, które trzymał w dłoniach. Delikatnie odpakował jeden z jego końców i od razu w nozdrza uderzył go wspaniały zapach świeżego pieczywa. Świeże bułeczki i kawałek pieczonego kurczaka… Nie pamiętał już kiedy ostatni raz miał w ustach takie specjały… Chciał jakoś podziękować, ale zdał sobie sprawę, że to chyba nie najlepszy pomysł aby kręcił się nadal na tyłach tego lokalu. Wepchnął tylko prezent do swojej torby i ruszył powoli przed siebie.

Maszerował tak wzdłuż ulicy co rusz spoglądając w górę, na zielone korony drzew. Czuł zapach kwitnących akacji i ciepłego wiatru pędzącego przez równiny i leśne przełęcze by przynieść mu cudowny zapach słońca. Z parku leżącego nieopodal dobiegały radosne krzyki bawiących się dzieci, a słońce figlarnie tańczyło po okolicznych budynkach.

Wspaniały dzień, doprawdy.

W końcu po tylu latach tułaczki i walki o przetrwanie czuł, że świat sprzymierza się by pomóc mu w jego niedoli. W końcu po tylu latach jego dzień zaczął się tak dobrze, że nieomal zapomniał o swojej życiowej tragedii. W końcu po tylu latach choć przez chwilę poczuł się szczęśliwym człowiekiem…

Postanowił, że tego dnia prostu pójdzie do parku, usiądzie na ławce i będzie delektował się ciepłym dotykiem słonecznych promieni. Dziś nie będzie żadnych trosk. Żadnych zmartwień i problemów. To będzie bardzo dobry dzień – pomyślał sobie z łzami w oczach przyglądając się niesionemu w dłoniach zawiniątku.

Skręcił w prawo i energicznym, pełnym życia krokiem ruszył przez ulicę w kierunku starej, kamiennej bramy prowadzącej do pachnącego kwiatami parku.

Wtedy uderzył w niego czerwony Nissan.

Zginął na miejscu.

Ich losy splotły się w ten ciepłym słoneczny dzień. On, zaaferowany niespodziewanym uśmiechem losu, ona jak zwykle spóźniona, skupiona na wszystkim tylko nie niepozornym człowieczku, który wyszedł zza zaparkowanej przy ulicy furgonetki i bez zastanowienia ruszył przed siebie.

Uważajcie na przechodniów.

Zwracajcie uwagę na to co robią i nie ufajcie im za grosz. Przewidujcie i myślcie zawsze dwa kroki do przodu. Nie każdego wypadku da się uniknąć ale wielu da się zapobiec – czasem wystarczy po prostu trochę zwolnić. Na przykład widząc samochody zaparkowane przy położonej w pobliżu szkoły ulicy.

Uważajcie.

Szkoda tych nielicznych, słonecznych dni…


3 Komentarze
  • Karol Stilger - Sierpień 13, 2015

    mocne…

  • Piter - Listopad 20, 2015

    Do momentu „uderzenia” spodziewałem się na końcu puenty:

    „Usiadł na ławce i zaczł wspominasz dawne czasy… Czy mógł zapobiec życiowej tragedii, która pozbawiła go wszystkich pieniędzy, domu i rodziny… Po chwili zadumy westchnł i powiedział półszeptem.

    -Mimo, wszystko warto było kupić to stare BMW…

    :P

    • Tommy - Listopad 20, 2015

      I właśnie taki efekt chciałem uzyskać ;)

Dodaj komentarz:

Chrupki sponsoruje:

Prentki na instagramie:

Archiwum wpisów

#postępyRobię bezpieczeństwo blog bmw cabrio czas wolny e36 escort facet felgi felieton fotorelacja garaż hobby jazda kobieta konkurs lakierowanie maluch marzenia motoryzacja mężczyzna naprawa odbudowa pasja poradnik prentki przepisy radość remont samochody samochód silnik test trening tuning wybór zabawa zdjęcia życie